Strona 1 | Strona 2 | Strona 3 | Strona 4 | Strona 5 | Strona 6 | Strona 7 | Strona 8 | Strona 9 |
Roy? Roy, to ty!
Ruszajcie zady, albo zróbcie przejście. Ci ludzie przebyli daleką drogę, więc racz ustąpić im pierwszeństwa. Proszę patrzeć pod nogi. Przepraszam. Idę następny. Staruchy powinny przechodzić ostatnie, albo spieprzać z drogi. Przepraszam, panie Quigley. Chyba zatrzymujemy tego człowieka. Nie, proszę pani. Już mu się nie spieszy. Skąd przybywasz, bracie? Z Wyoming. To gdzieś blisko Sydney? Trochę dalej na północ. Wyglądasz na gościa, który kogoś szuka. Nie? Czegoś? Przydałby mi się dobry koń. Dżentelmen z kraju wolnych i odważnych. Coś do picia? Miejsce na odpoczynek? Może kobietę?
Pańska godność?
Ta panienka nie pali się do wejścia na twój wóz. Roy? Roy, to ty! Nie jestem Roy, panienko. Jak tylko przypływa statek z Ameryki. Wciąż wychodzę ci na spotkanie. Dzięki Bogu, że w końcu przybyłeś! Przepraszam, Roy. Przepraszam. Za wszystko, co zrobiłam. Szalona Cora należy do ciebie? Tego nie powiedziałem. Tylko to, że nie chce wejść na twój wóz. Szef powiedział, że możemy zabrać kilka białych damulek, bo mamy już dość czarnych. Powiedz Corze, żeby się uspokoiła, to zapewnimy jej wikt i opierunek. Zabierz mnie do domu, Roy. Spieprzaj, koleś. Przepraszam. Jestem tu nowy, więc nie jestem do końca pewien. Czy wszyscy w tym kraju są tacy brzydcy, jak wy trzej? Przepraszam! Nie mieszaj się do tego! Przepraszam, Roy. Żaden Roy. Nazywam się Matthew Quigley. To po ciebie wysłał nas Marston. Daliśmy im do wiwatu, co nie? Macie coś przeciwko jazdy na koniu? Jeździmy na nich, kiedy trzeba, ale woły mogą żreć i pić byle co. Możesz osiodłać jednego z nich, jeśli masz ochotę. Jadę na wozie z kobietą. Powinienem zabrać swojego konia. Nie mówiłem do ciebie. Nie martw się, Roy.
Niech Australia go zabije.
Wszystko będzie dobrze. Co ty wyprawiasz? Zabandażuję ci głowę. Musi cię bardzo boleć. Chcę pomóc. Wystarczająco mi pomogłaś. Jestem zobowiązany.
Nie rozumiem, dlaczego robisz z tego takie wielkie halo. Siedź spokojnie. Kim do diabła jest ten Roy? Pomóc ci obezwładnić Szaloną Corę? Nie znam żadnego Roy'a, więc zostaw mnie w spokoju. Dobranoc, Roy. Dobranoc, panienko.
Silniki stop! Co to u diabła? Żołnierze Jej Królewskiej Mości. Pab Ashley-Skurwiały-Pitt i jego bohaterowie.
Przyjaciele? Angole. Zjeżdżajcie nam z drogi! Dokąd wieziecie tego nieszczęśnika?
Mamy rozkazy zatrzymać wszystkich podejrzanych o kradzież bydła. Ten biedak już wykitował. Zatem jego proces nie będzie długi. Kontynuujcie, sierżancie. Szukamy dwóch dezerterów. Nie dziwię im się. Widzieliście ich?
Nowa rozrywka? Kim jest ten chłop na wozie? Jankes sprowadzony przez Marstona. Jankes? Może bardziej przysłuży się Marstonowi, niż ta banda irlandzkich skazańców. Rób co ci każą i trzymaj się z dala od kłopotów. Z naszego doświadczenia wiemy, że tutejsi Amerykanie to nieokrzesani odmieńcy.
Moi rodzice zostali zarżnięci przez Aborygenów.
Wygnani ze swojego barbarzyńskiego kraju.
Otóż poruczniku. Majorze!
Majorze. My już dawno wygnaliśmy odmieńców z naszego kraju. Wysłaliśmy ich prosto do Anglii. To misie koala?
Przy okazji, zwalniam cię.
Czymkolwiek są, Roy, natura nieźle z nimi pograła. Mam cię już dosyć. I Roy'a, kimkolwiek jest.