Strona 1 | Strona 2 | Strona 3 | Strona 4 | Strona 5 | Strona 6 | Strona 7 | Strona 8 | Strona 9 | Strona 10 |
A ja będę na południu San Francisco
Myślałem, że zjemy ciasto z marchwi i wypijemy piwo korzenne.
Duży Ted przyniósł flaszkę. Chłopcy z dołu podesłali beczkę piwa. Co miałem zrobić? Daj spokój. Nikt nie pilnuje interesu,
A ty robisz zdjęcia swojego penisa? Wyluzuj, idioto. 114. nas zastępuje.
Dzięki temu możemy drinkować, weselić się. I złapać wieczorny pociąg do tych seksownych majteczek. To szaleństwo.
Składam skargę. Nie, jest za głośno. Proszę ich uciszyć. Rabbi Levy właśnie żalił się na nadmierny hałas, Wulgarność i obrazę moralności. Wszystko dotyczy nas.
Łatwo się wywiniemy. Dlaczego nie bawisz się na przyjęciu? Sama nie wiem.
Może przez to, że jedyne kobiety, które na nim są to dziwki. A jaką ty masz wymówkę? Komu chce się pić? Może przez to, że wszyscy faceci na przyjęciu to młotki. Podoba mi się. Podreperowało to moją radość. Nie mogę uwierzyć, że dostałam nocną zmianę.
Jak tylko wrzucę to maleństwo do akt, jestem wolny.
Nie mogę pozwolić, żeby traktowano go jak cholerne dziecko.
Dzięki, stary. Jeśli tylko przez ten jeden wieczór będziesz dziwką, To ja będę młotkiem.
Jest wściekły.
Chyba cię lubią. Po tym futurystycznym tańcu mnie pokochają. Kosmonauta, kosmonauta. Kosmonauta! Kto jest zły? 125. komisariat. Tu detektyw Tyler. Kto mówi? Nie. Wcale nie. Znak? Jaki znak? Nie pozwól im na to.
Jestem tu. To ja, Sammy.